środa, 28 grudnia 2016

#1 | ''Osobliwy dom pani Peregrine'' i nasza nieudana znajomość | RECENZJA

Znalezione obrazy dla zapytania OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE
Autor: Ransom Riggs
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 398
Moja ocena: ★★★★★✰✰✰✰✰




O debiutanckiej powieści Ransoma Riggsa usłyszałam już jakiś czas temu. Najpierw widziałam ją w paru recenzjach, ale nie zainteresowała mnie tak bardzo, by od razu po nią sięgnąć. Później, gdy zapowiedziano adaptację filmową, a książka stała się bestsellerem i zaczęto o niej więcej mówić oraz zachwalać ją jako pełną grozy powieść dla osób w każdym wieku, stwierdziłam, że może warto, skoro powieść cieszyła się tak dobrą opinią wśród polskich czytelników. Nie kupiłam sobie jednak tej książki sama, dostałam ją w prezencie urodzinowym. Teraz po głębszym zastanowieniu sama nie wiem, po jakim czasie sięgnęłabym po nią sama, gdybym takiego prezentu nie dostała.
Zaczynając od początku.
Głównym bohaterem książki jest nastoletni Jacob, którego życie jest dość zwykłe - jest niepopularny, wstydzi się swoich rodziców, dorabia sobie w sklepie. Ma on również dziadka, który wśród jego zwyczajnej rodziny mocno się wyróżnia. Chłopiec bowiem od kiedy pamięta wsłuchiwał się w opowieści dziadka za czasów jego młodu. Większość z nich dotyczyła sierocińca na wyspie, w którym podczas drugiej wojny światowej ukrywały się osobliwe dzieci. Dziadek poza historiami pokazywał swojemu wnukowi różne fotografie, które mogły potwierdzić autentyczność opowieści. Jacob jednak nigdy mu nie wierzył. Ba! Zdjęcia podejrzewał o fotomontaż, i to nawet niezbyt skuteczny, a jego dziadek Abe był dla niego niezłym szaleńcem. Kiedy pewnego dnia Abe ginie w tajemniczych okolicznościach, wcześniej dzwoniąc do swojego wnuka i alarmując go o nadchodzących potworach, Jacob diametralnie zmienia swe zdanie i postanawia spełnić ostatnią wolę dziadka i udać się na wyspę, gdzie mieszkały osobliwe dzieci. 
Gdy wczytywałam się w pierwsze strony tej powieści, naprawdę miałam wrażenie, że mi się ona spodoba. Riggs poruszył w niej ważne tematy, m.in. prześladowania Żydów podczas drugiej wojny światowej, czy nadzwyczajne dzieci, które z powodu swojej odmienności traciły domy i musiały się ukrywać. Przez sto stron książka naprawdę mi się podobała, nawet poczułam lekki dreszczyk i musiałam ciaśniej otulić się kocem z powodu gęsiej skórki. Niestety, wszystko skończyło się w momencie, od którego oczekiwałam najwięcej- kiedy wraz z Jacobem poznawaliśmy wyspę, na której znajdował się sierociniec pani Peregrine. Elementem bardzo rzucającym się w oczy było niedopracowanie postaci. Dzieci miały bowiem swój zarys, ale poza nadanym im umiejętnościom nie wiedzieliśmy o nich praktycznie nic. Główny bohater również nie przypadł mi do gustu, nie zaimponował mi, a tylko irytował. Tymbardziej niepotrzebny był wątek miłosny, który- niestety! - przez większość książki był głównym tematem. Z jednej strony fajnie pokazane, że odmienność nie jest przeszkodą dla miłości, ale z drugiej strony, czy kiedy kupujemy książkę, od której oczekujemy niezłego przedstawienia historii ludzi osobliwych, naszą pierwszą myślą jest ,,Czy tu pojawi się romans?''. Momentami miałam wrażenie, że czytam słabą książkę młodzieżową Johna Greena, a nie tak reklamowaną, wspaniałą i osobliwą powieść. Nie ma co porównywać książek które się zupełnie od siebie różnią i zawsze jestem temu przeciwna, ale w przypadku ,,Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender'' naprawdę wyszło tajemniczo, naprawdę mi się podobało i książka naprawdę była osobliwa. Przy tej pozycji mam wrażenie, że słowo osobliwy w tytule znalazło się tam przypadkiem.
Nie jestem jednak całkiem na nie, bo jak już wspomniałam, początek książki był niezły i naprawdę zgrabnie się go czytało. Myślę, że ta książka może przypaść do gustu młodszym odbiorcom, więc naprawdę nie chcę aż tak bardzo Was zniechęcać do tej pozycji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz